Żydzi, koty i okulary.

„Nienawiść do kotów to pierwszy krok do antysemityzmu.”

Philip K. Dick

W poniedziałek dwadzieścia pięć minut po czwartej rano Major Tom obudził się strasznie zmęczony. Czuł się tak, jakby dzień wcześniej był piątek, a sobota i niedziela zostały usunięte zarówno z kalendarza, jak i z życia. Trudno to było wytłumaczyć, więc nawet nie próbował. Przyjął ten fakt do wiadomości zgrzytając zębami i popijając kawę rozpuszczalną.
Gdzieś w głębi duszy czy może nanotechnologicznych obwodów wiedział jednak, że to sprawka Marionetek. Od tej chwili postanowił myśleć o nich z wielkiej litery. Taka manipulacja czasem, choć podła, to było naprawdę coś.
Już po trzydziestu minutach okazało się, że Marionetki musiały zużyć na zabawę z czasem sporo energii. Hologram drogi do pracy był zamglony, niewyraźny, a przednia szyba auta pokryta siecią kropel deszczu. Nawet skrzypiące wycieraczki niewiele mogły pomóc, krople trzymały się szyby i nie miały najmniejszego zamiaru się puścić.
Po obu stronach drogi panowała kompletna ciemność, wśród której kątem oka Tom dostrzegał przebiegające, jaśniejsze cienie. Mogło to być dosłownie wszystko, zarówno duchy istot, które kiedyś żyły w tej rzeczywistości, jak i widma przyszłości, które dopiero żyć w niej będą.

W końcu dotarł do Firmy ze złością depcząc żółte symbole Simona Templara bez aureoli.
Powoli rozpoczął się kolejny dzień pracy ku chwale Systemu.
Kiedy Major wszedł już na jako takie obroty przydzielono mu do pomocy człowieka. Już pierwszy rzut okiem na nalaną, pijacką twarz jegomościa wystarczył, żeby Toma wypełniła niechęć omal nie wylewając się uszami.
Najgorsze miało jednak dopiero nadciągnąć. Bardzo szybko okazało się, że pomocnikiem Toma, został Człowiek, Który Robi Wszystko Na Odwrót. Tom starał się go przechytrzyć wydając polecenia na odwrót, ale bez rezultatu. Pomocnik robił wszystko na odwrót, nawet kiedy kazało mu się robić wszystko na odwrót. Musiał to być stary, zaprawiony w bojach wyga, który z niejednego pieca chleb jadł, z niejednej szklanki pił ( to z pewnością ) i w niejednej agencji pracy złożył swoje CV.

„ Za jakie grzechy mnie to wszystko spotyka – myślał Tom – jakie grzechy mógł popełnić taki robot jak ja i czy w ogóle roboty mogą popełniać grzechy ?”. Przestał zwracać uwagę na pomocnika próbując skupić się na tym dlaczego jest taki słaby w tworzeniu fabuły i dialogów. Naszły go najczarniejsze myśli, a że się nie nadaje, a że jest nieprzystosowany, a że przydałby się jakiś mechanik, który mógłby pogrzebać w jego wnętrzu i coś niecoś tam naprawić.

TEST VOIGHT-KAMPFFA

- W restauracji podają ci zupę szczawiową. W zupie zamiast jajka pływa oko.
- Pytam kelnera czyje to oko.

Po wizycie w medycznym vanie, który tak naprawdę był zwykłą, odrapaną, białą furgonetką, zapragnąłem stać się posiadaczem okularów do czytania. Ale nie takich zwykłych, uniwersalnych okularów, które niby pasują na każdego i kosztują do dziesięciu funtów góra. Takie bowiem okulary podobno jeszcze bardziej pogarszają wzrok, ostatecznie powodując kompletną ślepotę, zeza i katarakty.
Pragnienie posiadania okularów pojawiło się parę chwil po tym kiedy technik medyczny stwierdził:

- Masz tu niewielki problem wynikający z faktu, że robisz się coraz starszy. Nie jest to choroba czy wada tylko normalny stan rzeczy. Dopadła cię prezbiopia czyli starczowzroczność. Słabiej widzisz przedmioty znajdujące się w bliskiej odległości. Tak to już jest. Starość nie radość.

„O żesz ty !”- pomyślałem. „Toś mi się odwdzięczył za wcześniejszą insektoidalną konfrontację. Ale nie złamiesz mnie dziadygo. Obrócę to na własną korzyść. Kupię sobie okulary do czytania, w których będę wyglądał jeszcze lepiej, w których będę czytał jeszcze więcej i to w dodatku z większym zrozumieniem. Poza tym, od takich okularów z pewnością zmądrzeję, a jeśli nie to przynajmniej będę mądrzej wyglądał. A najważniejsza sprawa: okulary, nawet te najdroższe, zawsze będą tańsze od zabiegu wydłużania ręki.”

Phildickowska inspiracja

„Mój Boże, moje życie wygląda tak, jak akcja każdej z moich dziesięciu powieści lub opowiadań. Nawet gdy chodzi o fałszywe wspomnienia i tożsamości.
Jestem bohaterem wyjętym z książek Philipa K. Dicka.”

Philip K. Dick

—————————————————————-

Dziennik Majora Toma przestał nadążać za rzeczywistością i zaczął zmieniać się we wspomnienia.

Zeszły tydzień był ciężki, Major Tom spakował i wysłał w świat ponad 3000 kołder i topperów. W hologramie drogi do pracy pojawiła się nowość, olbrzymi hangar mogący pomieścić w sobie dwa promy kosmiczne. Tym razem marionetki się postarały. Można by rzec – to było ich Golden Gate.

Firma zgodnie z polityczną poprawnością mianowała na stanowisko team leadera homoseksualistę.
Nie był to jednak zwyczajny, normalny gay, tak jak i nic w Firmie nie było zwyczajne i normalne.
Miał on bowiem siostrę bliźniaczkę, która również pracowała dla Firmy, zszywając poduszki wypchane sztucznym pierzem.
Siostra owa miała na imię Jesica, a gay nosił popularne imię Jack.
Kiedy zdarzyło jej się zajść w ciążę, Jesica zaczęła przybierać na wadze. Jednocześnie zaczął przybierać na wadze Jack, powoli zamieniając się w ordynarną karykaturę ciężarnej kobiety.
Major Tom nie darzył Jacka najmniejszą nawet sympatią i wiedział, że nigdy nawet najmniejszą go nie obdarzy.
Powód był prosty, Major nie lubił ludzi, którzy należąc do jakiejkolwiek mniejszości nadużywają poprawnej politycznie tolerancji innych. Jack mianowicie potrafił godzinę przed zakończeniem zmiany wyciągnąć z wielkiej torby różnego rodzaju kosmetyki, szczotki, grzebienie, tusze do malowania rzęs, lakiery do włosów; rozkładał to wszystko na stole przeznaczonym do pakowania kołder i rozpoczynał zabawę w upiększanie własnego wizerunku. Podczas gdy inni pracownicy ciężko zapieprzali przed ostatnim gwizdkiem, porządkowali ten całodniowy burdel , Jack w skupieniu i spokoju niczym Leonardo tworzący genialny fresk, rozmieszczał na swojej twarzy kolory i cienie.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że najwyraźniej jedyną osobą w Firmie dostrzegającą opisane wyżej wydarzenie był Major Tom. Managerowie odwracali głowy wycofując się dyskretnie, a reszta pracowników miała na oczach czarne przepaski skazańców.

Kto więc zwariował: świat czy Tom ?

TEST VOIGHT KAMPFFA

Co sądzisz o homoseksualistach ?
Nie kategoryzuję ludzi ze względu na orientację seksualną.

Kiedyś, wiele lat temu jeden facet z małego krakowskiego wydawnictwa powiedział mi:
Tom, twoje próbki są świetne, ale jest tego za mało żeby cokolwiek z tym zrobić. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Z twoją umiejętnością pisania nie zginiesz w życiu.

A co ja zrobiłem ?
Oczywiście na przekór. Przestałem pisać i rozpuściłem się w zawiesinie kołder i poduszek.

Major Tom postanowił znaleźć przyczyny, dla których zaczął prowadzić dziennik. Z pewnością nie dla sławy i pieniędzy, to byłoby zbyt przyziemne. Impulsem było zapoznanie się z biografią Philipa K. Dicka, wielkiego wizjonera amerykańskiej literatury science fiction, geniusza i szaleńca, człowieka, który widział przyszłość. W powieści „Oko na niebie” Dick opisuje urządzenie, które zupełnie przypomina Wielki Zderzacz Hadronów, którego projekt został zatwierdzony w 1994 roku.
Tego typu przykładów w twórczości Dicka jest mnóstwo.
Ale jaki to miałoby mieć związek z prowadzeniem dziennika przez Majora Toma ?

Dylatacja

„Dylatacja związana z prędkością ciał (dylatacja kinetyczna) jest opisana przez szczególną teorię względności. Im obiekt porusza się szybciej, tym wolniej płynie jego czas względem układu odniesienia, w którym się porusza. Wielkość dylatacji wyraża wzór:

gdzie
c – prędkość światła,
v – prędkość obiektu.”

Źródło Wikipedia ( wiem, że niewiarygodne )

—————————————————————

Technik zakładał gumowe, medyczne rękawiczki podczas gdy ja ogarnąwszy wzrokiem wnętrze furgonetki oddałem się rozważaniom na temat dylatacji. Stwierdziłem mianowicie, że zgodnie z tą teorią kompletnie bezsensowna jest praca w bardzo szybkim tempie. Przecież im szybciej pracujemy tym wolniej płynie czas, a co z tego wynika, jesteśmy w pracy dłużej. A większość z nas przecież tego nie chce. Nie wiem czy ta teoria jest prawdziwa, ale nie sprawdzała się we wnętrzu furgonetki. Siedziałem nieruchomo jak gipsowy posąg Buddy, a czas jakby stanął w miejscu. Może sprawił to brak okien i surrealizm całej sytuacji. Nie pomagało także klaustrofobiczne pomieszczenie, w którym zarówno ja jak i technik zaczęliśmy zamieniać się w monstrualne owady mające ze sobą stoczyć śmiertelną walkę. Walkę na żądła i czułki, na odnóża i szczypce, na śmierć i życie. Technik zakładał rękawiczki, zakładał, i zakładał. Lodowaty wiatr wdzierał się przez szparę w blaszanych drzwiach. Postanowiłem to przerwać i wyciągnąłem w jego stronę moją dłoń trzymającą plastikowy pojemniczek z próbką moczu. To go wyraźnie rozkojarzyło, rozbiło, jego potencjalny atak został przerwany, bomba, przynajmniej chwilowo została rozbrojona.

Shit

TEST VOIGHT KAMPFFA

- Jesteś na luksusowym przyjęciu. Kelner w eleganckim fraku pyta czy napijesz się coca-coli czy piwa.
- Nie piję coca-coli od czasu kiedy przeczytałem, że jedna butelka tego napoju zawiera trzy szklanki cukru.

W Firmie ktoś ( z pewnością marionetki) pod osłoną nocy wymalował na chodnikach i przejściach dla pieszych żółtą farbą symbole maszerującego człowieka. Majorowi Tomowi skojarzył się ów symbol z popularnym w latach sześćdziesiątych serialem telewizyjnym pod tytułem „Święty”. Opowiadał on o przygodach niejakiego Simona Templara. Brakowało tylko aureoli. Drugie skojarzenie to obrys ciała na miejscu zbrodni. Tych ciał było całkiem sporo, na każdym przejściu przynajmniej kilka. Ofiary musiały być wzrostu przeciętnego Hobbita, bardzo szczupłe, wręcz chude – niczym patyczaki.
Również pod osłoną nocy, inny ktoś, lub może ten sam ktoś , wymalował w męskiej toalecie na wykafelkowanej ścianie słowo: „gówno”. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby napis ten nie został namazany za pomocą najprawdopodobniej ludzkich fekaliów. Kiedy Major Tom zjawił się w pracy toaleta była już nieczynna, zapieczętowana i zabezpieczona, a na wejściu do niej wisiała kartka z napisem: „ Out of order”. Major Tom zawsze odczuwał niechęć do korzystania z firmowych toalet porównując je do kibli w ruskim więzieniu. Teraz ta niechęć wzrosła dwukrotnie, a może nawet trzykrotnie. Kto wie czy tego nie zrobiły marionetki, celowo, żeby ograniczyć Tomowi jego chwile prywatności, które dla nich mogły stanowić pewien rodzaj zagrożenia.
Codziennie od poniedziałku do piątku wyświetlały mu hologram drogi do pracy, czasami próbując nieudolnie coś w nim zmienić. Marne jednak były efekty tych zmian, Major Tom z pewnością by się na to nie nabrał. Na przykład mijany na drodze rowerzysta czasami miał okulary, a czasami czapkę. Ale to był wciąż ten sam rowerzysta.
Co do Vi Major Tom nie miał pewności. Czy była podstawiona przez marionetki, czy może była hologramem jak droga do pracy. A może została wykreowana przez jego umysł, żeby w odpowiednich chwilach karać i nagradzać Majora Toma. Podejrzane było to, że codziennie przed wyjściem do pracy „robiła” Tomowi włosy. Tom podejrzewał, że pod pozorem układania fryzury próbuje w jakiś niewyjaśniony sposób wyssać i odczytać jego myśli. Czasami nawet dostrzegał na wewnętrznej stronie jej dłoni maleńkie dziurki, coś jakby małe ssawki miniodkurzacza.

Neuronowa galareta i badania.

„Nazywam się major Bień i mam stopień majora.”

Psy Pasikowskiego

Nazywam się Major Tom i jestem robotem. Nazwały mnie tak te snujące się dookoła papierowe marionetki. Z ich ust wydobywają się dźwięki, które ostatecznie łączą się w wyrazy i zdania. Jest to jednak wyschnięte drewno, którym można byłoby jedynie rozpalić w kominku. Istoty te są uzależnione od sznurków, za które ktoś pociąga. A jednak prócz tego, że nadały mi imię ( którego nie potrafią wymówić ani napisać prawidłowo ) potrafiły także zaimplementować mi takie niepotrzebne elementy jak ból, głód, pragnienie i najgorsze z nich: wspomnienia.
Czasami podejrzewam, że te wspomnienia zmieniają się z kompletnie niejasnych przyczyn. Nie mogę tego jednak w żaden sposób udowodnić. Dostałem od nich kota, który czasami wydaje się tylko złudzeniem. Często kiedy próbuję go pogłaskać moja dłoń przenika przez niego, a on mruczy na falach ultrakrótkich. Jego mruczenie można odebrać za pomocą zwykłego radioodbiornika nawet na drugim końcu świata.

Ja wiem, że jestem robotem, a marionetki wiedzą, że ja wiem, że jestem robotem. Traktują mnie jednak tak jakbym był człowiekiem.
Ironia czy złośliwość ?

TEST VOIGHT KAMPFFA

- Czy wierzysz w życie po śmierci ?
- ?
- Czy wierzysz w życie po śmierci ?
- Zdefiniuj „życie”.


Naszło go niespodziewanie. Postanowił, że zacznie prowadzić dziennik. Naszło go w czasie gdy pakował zrolowane w maszynie kołdry do tekturowych pudeł. To było coś jak gotowanie rosołu. Rosół ma „pyrkotać” – tak zawsze mówi Vi, „pyrkotać”- ale nie może się zagotować. Dopóki patrzysz i pilnujesz wszystko jest w porządku. Odwróć jednak na chwilę głowę, niech twoja uwaga skupi się choćby na kroplach deszczu spływających po kuchennej szybie, a rosół natychmiast zacznie porządnie bulgotać i buzować omal nie wylewając się z pieprzonego garnka.
Tak właśnie było z nim kiedy go naszło. Jego neuronowa galareta zaczęła się ostro gotować. Słowa, zdania, pomysły pojawiały się znikąd powodując rodzaj euforii i rumieńce na policzkach. Przechodzący w tym momencie Czarodziej z Czeskiej Bajki rzucił podejrzane spojrzenie.
Czarodziej został przyjęty do Firmy jakoś przed świętami Bożego Narodzenia. Jego zadaniem było: usprawnianie. Do tej pory niczego nie usprawnił i wszyscy ( pewnie nawet on sam ) zaczęli się zastanawiać po co on tutaj właściwie jest. Pewnie w milionach miejsc na świecie są tacy ludzie, ludzie, którzy są, chociaż tak naprawdę nikt nie wie po co. Czarodziej rzucił spojrzenie, a on ( dla ułatwienia nazwijmy go Majorem Tomem ) w tej samej sekundzie zapomniał o Czarodzieju. Euforia zaczęła przemieniać się w panikę w momencie kiedy Major Tom uświadomił sobie, że zanim wróci do domu wszystkie te informacje wpływające, przenikające i rozświetlające go w środku zostaną zapomniane, wyblakną, rozwieją się na wietrze, rozmyją na deszczu czy rozbiją na elementarne cząsteczki.
Zadał sobie pytania: skąd ten nagły napływ impulsów ? Skąd pochodzą ? W jakim celu do niego dotarły ?

Po świętach Wielkanocnych Major Tom przestał się alkoholizować, co więcej zaczął się zdrowo i dietetycznie odżywać. Czyżby umysł zamglony do tej pory różnymi rodzajami trucizn i substancjami zmieniającymi świadomość złapał „drugi oddech” ?

Wczoraj przeprowadzono na nim pierwsze od wielu lat badania lekarskie. Spodziewał się jak najgorszych rezultatów jednak wyniki kompletnie go zaskoczyły. Pojemność płuc mimo wielu lat wdychania substancji smolistych okazała się całkiem przyzwoita. Puls i ciśnienie idealne. Wzrok w porządku. Gorzej ze słuchem, ale kto by się przejmował słuchem. Na pewno nie Major Tom. Zawsze można dać głośniej lub założyć sztuczne ucho.

Chciał zadać pytanie o treści: „ czy zacząć pisać dziennik ? ” starożytnej księdze mądrości I-Cing.
Problem w tym, że za cholerę nie mógł pojąć jak działa odczytywanie monet. Co prawda mógł to zrobić za sprawą sztucznej inteligencji, ale jednak bardziej ufał monetom.

Marionetki wysłały mnie na badania lekarskie. Pewnie sprawdzić czy obwody mi się nie przegrzewają. Badania przeprowadzane były w białej furgonetce zaparkowanej na parkingu za Firmą. Technik medyczny stał obok wozu rozmawiając przez komórkę. Pewnie dostawał wskazówki od marionetek jak ma ze mną postępować. Kiedy mnie zobaczył kiwnął głową i przerwał rozmowę. Telefon schował. Niby schował, ale tak naprawdę nie zauważyłem żeby włożył go do kieszeni, po prostu miał telefon w ręce i nagle bach, nie miał telefonu. Zaprosił mnie gestem do furgonetki, gestem, którego nie zauważyłem, ale podświadomie wiedziałem, że taki gest musiał mieć miejsce. Wszedłem do środka siadając na obdartym, obitym sztuczną, czarną skórą krześle. Technik wszedł za mną i próbował zamknąć drzwi, ale szło mu kiepsko ponieważ silny wiatr powodował, że drzwi nie chciały się przymknąć.
Trochę mi ulżyło bo to zawsze nieprzyjemne być w zamkniętym pomieszczeniu z nieznajomym facetem w białym fartuchu. Ostatecznie przywiązał jakoś drzwi czarnym sznurkiem zostawiając szparę, przez którą wpadał lodowaty wiatr.

Śmierć

Jak pewnie wiecie w styczniu zmarł David Bowie. Wraz z nim odeszła także spora część mnie. Ale i pojawiło się sporo nowego we mnie.
Nadchodząca przyszłość budzi mój niepokój.